Mój dzielny Piotrek:)

Dziś  2 klasy  gimnazjum  prezentowały   swoje projekty  edukacyjne  z  przedmiotów.Piotrek pierwszy raz w  życiu  miał  w  ręku  mikrofon  i spontanicznie  musiał  opowiadać.Projekt  jego grupy był na końcu w  między czasie był  konkurs  związany z  twórczością  Sienkiewicza.wygrał  czekoladę  i  to   na cały  konkurs  takie czekolady były dwie…tylko:)Wreszcie  gdy  przyszła  kolej na  niego  do prezentacji  zaciął się, zaczynał  4 razy, ale się  nie złamał.to wszystko   ze zdenerwowania.Modliłam się za  niego, czułam to zdenerwowanie jednak  się  nie  poddał  i  ruszył  z  mową  bardzo  dziarsko.Dostał  dużo pochwał    od nauczycieli i  nawet innych rodziców.Jestem  z niego bardzo dumna bo pokonał stres, nie poddał  się…tak trochę  jak ja.Często jest  tak,że  wszystko  mi się wali a ja razem z tym padam i prawie   natychmiast  muszę  się wziąć  w garść.Dziś  zobaczyłam,że  mój syn też  tak potrafi.dopiero skończyliśmy odrabiać  lekcje,mnie dopadła grypa  jutro muszę zawieźć Mateusza  na chór,a  w poniedziałek  jadę na Śląsk.Choroba mi tego nie ułatwi,ale cóż.

Pracujemy:)Non stop…

Dziś  Piotrek  ma trzy klasówki w szkole, polski, fizyka i chemia.Wszystkie  trudne.Trudne  tym bardziej dla autysty, któremu myślenie abstrakcyjne  przychodzi  bardzo trudno,tak samo jak planowanie.Nasza  nauka  polega  gównie  na uczeniu się na pamięć  całych zadań z chemii, czy fizyki.Niestety  to  nie tylko definicje, czy  gotowe  wzory, to jest proste.Trudności są  z użyciem tej wiedzy  w  zadaniach, wyciąganiem wniosków itp,Wczoraj  skończyliśmy  naukę grubo po 23ej. Chłopcy poszli spać,a ja jeszcze piekłam chleb, szykowałam im ubrania, sprawdzałam plecaki itd.Takie  obchodzenie  dobytku:)Teraz chłopcy są w szkole.Jutro  klasówka z polskiego u Mateusza, a  w czwartek z  historii.Ale on ma pamieć…wygnałam go  do  nauki tej historii a on po 15 min, przyszedł i wyrecytował  mi wszystko  z  ponad  20ma  datami.Piotruś ma  większe problemy z nauką,ale  prawda jest taka,że  systematyczna praca, zawsze daje efekty, ostatnio dostał 4kę  z klasówki z biologii,a  wczoraj 4ka z historii i 6 z recytacji trenu,Z wierszami jest  taka  sprawa,że Piotrek dzięki dobrej pamięci szybko się uczy,ale  najważniejsza jest recytacja.Włączam mu jakiegoś aktora,który  recytuje  owy wiersz  i syn po  wysłuchaniu powtarza  kropka, w kropkę jak ten aktor, dzięki temu recytuje ładnie.Nauka  dziecka  z autyzmem jest  wyzwaniem,czasem trzeba  użyć sposobu aby osiągnąć  cel.Najbardziej brakuje  nam drukarki i skanera.Zawsze  przed klasówką sama  ogarniam tematy i  na laptopie porządkuję  wszystkie wiadomości  , niektóre informacje pisząc  prostszym językiem.Niestety  dzieci  nie mogą  uczyć się tego inaczej jak z ekranu laptopa  wiec nie mogą uczyć się jednocześnie.Możliwość wydrukowania wiadomości bardzo ułatwiło by chłopcom naukę.Zawsze  gdy trzeba  coś wydrukować biegam  po mieście i  proszę,Czeka  mnie wyjazd  na Śląsk, 28 lutego  mam  byś  w Sądzie w sprawie lokatorów.Przed  wyjazdem  muszę jeszcze zapłacić 135 zł za wycieczkę Mateusza.Mateusz  w maju jedzie do Warszawy,a   w czerwcu   na 3 dni do Łeby.Piotrek  też  ma jechać w czerwcu na wycieczkę,na razie trzeba opłacić tę majową Mateusza.No i jeszcze  zakup ubrań.Trzeba  dbać o chłopców.Piotrek jutro będzie  maił prezentacje  projektów gimnazjalnych, W czwartek  próba  chóru  Mateusza  i tak  ciągle  coś  się dzieje:)Pracujemy non stop:)

Szkoło nasza szkoło…

Dziś Piotrek dostał 6 kę za recytację trenu Jana Kochanowskiego, podobno wyrecytował najładniej,ale  to  takie  trudne słownictwo,że język można połamać.Hura, to za nami.Jutro Piotrek będzie ćwiczył aż do 16 tej  na środową prezentację  projektów  klas  drugich gimnazjum.Wcześniej  będzie  miał klasówkę z chemii, polskiego i fizyki .Mateusz  dziś  pisał sprawdzian z przyrody.Cały czas nauka, padamy…tym bardziej ,że na  7mą chłopcy mieli służbę ministranckrótko  ą, są zmęczeni.Ja  dziś  byłam w biurze poselskim(walczę o mieszkanie komunalne w Toruniu)Mają wesprzeć  mnie w tej walce.Odliczam do zasiłków, bo z kasą po Śląsku bardzo krucho.Piszę  krótko ponieważ  odrabiamy  lekcje.

Walczę

Świat  wymaga  by  człowiek był zdrowy, silny, piękny  mądry, wysportowany.W  pracy czy w szkole, trzeba  być  herosem.Ja jednak  herosem nie jestem,nic  na to nie poradzę,że wszystko przeżywam, panikuję, że  byle co sprawia,że  potrafię całą noc płakać.Czy  jestem przez  to gorsza?Nie  wiem może  tak,ale  jestem  też  silna bo przez  łzy wstaję ,walczę i  idę  wciąż na przód.Chłopcy z maluchów  stali się nastolatkami, wiele problemów związanych z ich wychowaniem, autyzmem minęło,ale  pojawiły się inne.To,że ich mam daje  mi też ogrom szczęścia i radości.Jeżeli ktoś  myśli,że  padnę  tak całkiem, to się myli, zawsze będę  walczyć, tylko  czekam  na taki  czas  gdy  tej walki nie będzie trzeba aż tyle…Trochę  za  wiele  jej w moim życiu.

Ciężko mi…

Wreszcie  piątek.Ten tydzień  był dla nas bardzo  trudny, zwłaszcza dla Piotrusia, każdego dnia klasówki.Po dwóch tygodniach  ferii,nie było czasu na spokojny  powrót w  rytm  nauki.Dla  chłopców  było to  trudne.Ja  też  nie miałam  czasu aby wyciszyć emocje ze Śląska.Dziś  pół nocy przepłakałam,wstałam przed czwartą rano  z  takim zrezygnowaniem w sercu.Nie wiem jak to napisać…W  gitarze  są  struny , taka struna  zaczepiona jest  o  klucz, tym  kluczem  nakręca  się ją  i im bardziej się nakręca tym ona wydaje  wyższy dźwięk, rozciąga  się, robi się cieńsza…ale  do czasu, bo  gdy  się naciągnie zbyt  mocno…pęka.Tak  pękłam i ja naciągałam moje nerwy jak  taką stronę,naciągałam stres, naciągałam emocje i pyk…pękło.Teraz  płaczę, czuję lęk, czuję  zniechęcenie, nawet  do pisania tutaj.Strunę się wymienia a  ja  wiem,że  potrzeba trochę czasu abym doszła do siebie.To jak osłabienie po grypie, jak czas  zrastania złamanej ręki.Potrzebuję spokoju,poczucia bezpieczeństwa,dobrych ludzi.A  jak to wygląda, Spokoju nie mam, moje dzieci wymagają nieustannej uwagi i pomocy,pobyt na Śląsku ,,wypłukał,,mnie z pieniędzy,wiec do zasiłków jest bardzo ciężko,a 28 lutego jest  sprawa w Sądzie dotycząca lokatorów.Nie jest to sprawa cywilna z  mojej  strony,ale odp  prokuratury  na moje zażalenie o  umorzenie postępowania w  sprawie kradzieży moich mebli przez  lokatorów.Dla  policji i prokuratury,zdjęcia mebli , świadkowie, to za mało, chcieli dowody zakupu,a  ja ich już nie posiadam.Dlatego  to spotkanie przed Sądem jest dla   mnie bardzo upokarzające,czuję  się sama jak przestępca,a przecież  to kto inny powinien się tłumaczyć…Stawiennictwo moje jest nieobowiązkowe, ale muszę  tam być  aby bronić swoich  sprawy.Chłopcom załatwiłam opiekę   na ten czas w Toruniu, jednak podróż mnie samej  nie uprawnia  do  zniżki na przejazd i jak tam pojadę, za raz po zakończeniu sprawy  wracam  do Torunia, podróż  jest długa , w jedną  stronę jazda jest  mecząca,a  w  dwie…ale dam radę.Wiem,że  w tym samym czasie w Sądzie  będzie rozprawa  przeciw  lokatorom o zapłatę od innych ludzi.Być  może ich spotkam w Sądzie, to  też jest  dla  mnie  powód do stresu.Dlatego rozpadam się  psychicznie.Bardzo mi  ciężko,ale  staram się to wszystko wytrzymać.Wiem,że  czas uleczy mnie  z  tych przeżyć,jednak nie będę udawać,teraz jest mi bardzo ciężko.Tylko to,że mam chłopców sprawia,że nie ulegam takiej  depresji.Oni  mnie mobilizują do tego, by było normalnie,nie  mogę  siedzieć i płakać ,ale  w nocy, gdy jest cisza  te wszystkie złe, trudne przeżycia  nacierają na mnie jak potwory, więc  choć  tyle mogę,że o tym napiszę.

Niedoskonała…

Piotruś  dostał  dziś 4kę  z angielskiego,dobrze  napisał  sprawdzian z  historii, na matematyce poradził  sobie  z zadaniem przy tablicy.A  na zajęciach koła gimnazjalistów  bardzo fajnie  włączał się w dyskusję.Pani  bardzo  pozytywnie  mówiła  o  tym  jak się wypowiadał.Mateusz  dziś  był  na rejonowym etapie konkursu  biblijnego i… na koniec  wyczytywano  wyniki najlepszych  uczestników…wyczytano też i  mojego syna.Nie  wiem czy  to jest  znak,że  przeszedł do następnego  etapu  ale  pojechał z  dwiema koleżankami i tylko jego wyczytali,a  dzieci było dużo.Jestem  taka  dumna z moich chłopców.Równocześnie  mam doła, bo co ja im  mogę  dać…Gdyby  mieli  bogatych  rodziców , to by  im się lepiej żyło,a  ja jestem  tylko samotną  matką.Owszem  staram się aby  mieli wszystko i  dbam jak  najlepiej mogę, są  dla mnie wszystkim ,ale nie  mogę  dać  im wszystkiego.Dzieci  mają  różnie jedne od małego  są  wożone samochodem,mają  swój pokój, komputer…a  inne  nie  mają nawet  mamy,tak niestety  jest  na świecie.Przyjechałam  do Torunia  nie dla tego,że  tu jest ładnie,ale  dla chłopców,mają super  szkołę, gdzie  mogą  się rozwijać, gdzie  dostrzega  się ich problemy i pracuje nad nimi.Nie  musiałam tego  robić,ale  bardzo  kocham chłopców,dlatego  wszystko  stało się mniej ważne od  tego  by tu ;przyjechać.Co  mnie dołuje…to,że przez lokatorów  oszustów, mieszkanie na stancji,muszę  żyć  skromnie bo powstały  duże  straty i koszty,a  dziś  np.chciało by się  chłopcom dać  jakąś nagrodę a tu  cóż nie ma  za co.Ferie,wakacje, urodziny, święta  ja nie mogę im dać  nic  fajnego.Owszem  jedzenie, dobra dieta,ubranie, przybory  szkolne, czasem spacer …ale  czy to nie za mało?Tak sobie  o tym  myślę,czy im się nie należy nowy laptop, czy  jakiś wyjazd…Smutno  mi,że  nie jestem  wstanie  dać im więcej niż to  konieczne minimum.

Po prostu…kocham.

Dziś  Mateusz  jedzie  na konkurs biblijny, nie wiem jak mu pójdzie, ponieważ się zbuntował i  nie chciał uczyć, rano był  w okropnym nastroju,rzucał  butami,nie chciał się  się  myć.Mam tylko nadzieję,że  mu przejdzie i wyjedzie w  lepszym  nastroju,bo zanim pojedzie  ma jeszcze kilka lekcji.Piotr dziś ma klasówkę z historii,wczoraj uczył się i  na ten sprawdzian  i trenu Jana  Kochanowskiego na pamięć.A  ten tren…można  język  połamać.Dziś  już  nie jest  tak zimno,pięknie świeci  słońce, szłam ze  szkoły  i tak mi smutno, bo  na  to byśmy  tu zamieszkali na stałe, raczej nie  ma nadziei.Ile  ogłoszeń, chodzenia, proszenia…Wszyscy  mnie rozumieją, współczują,ale na tym się  kończy.Czuję  się tak strasznie zmęczona.Mówią,że  rodzic dziecka niepełnosprawnego  żyje nieustannie w wielkim stresie i to prawda, więc jak odpocząć?Ciągle  taka huśtawka.Cóż  więc  napisać…Walczę, dbam  o  chłopców, troszczę  się o nich  bo po prostu ich kocham:)

Walka i…walka.

Mateusz  daje  mi w kość  swoim zachowaniem.Gdy idę po niego do szkoły…boję się,w  jakim będzie nastroju.Mateusz  funkcjonuje dobrze tylko, gdy nie jest zmęczony, pilnuję aby w  diecie  nie trafiło się jakieś świństwo,oraz  dobra  pogoda,  ponieważ  zmiana pogody bardzo wpływa  na jego funkcjonowanie.Niestety  po feriach jest  tragicznie z jego zachowaniem,rzuca  wszystkim, krzyczy, jest  agresywny.Pisze  strasznie brzydko, nieczytelnie.Wczoraj porobił dziury  w ubraniach, niedawno  też  robił dziury i już nie ma  w czym chodzić.Zawsze, po każdych wakacjach, feriach itp. jest  problem  aby wszedł   w  rytm pracy.Jednak po za problemami z  nauką radzi sobie bardzo  dobrze, na półrocze  miał dobre oceny.Jutro jedzie  na konkurs biblijny, to już kolejny etap.Martwi  mnie to,że nie mam dla niego spodni  na ten konkurs,a kasy  zabrakło by kupić.Piotrek ma  bardzo trudny  czas w  szkole, od poniedziałku sprawdziany.Wczoraj uczyliśmy się do klasówki z biologii, jutro będzie historia,a potem polski…Trudne to wszystko,Piotruś  bardzo się  stara,ale  ma większe problemy  z nauką niż  brat.Bardzo  mi przykro,że   przez ten pobyt na Śląsku nie mieli ferii, że nie mogli odpocząć, bawić się,a  tylko siedzieć  w pokoju, nawet bez telewizora.Dziś  zadzwonili  z banku bo zrobił się nie dozwolony debet.Tylko 15 zł,ale zadzwonili…bo im zabrakło…Pytali kiedy oddam, powiedziałam,że  po zasiłkach.Kwota nie duża,ale  zrobiło mi się przykro.Taka jestem  przygnębiona .To,że udało mi się  na  Śląsku cieszy  mnie przez łzy, bo co mi po tym wszystkim, jak już to wszystko miałam,przecież  poniosłam  stratę, musiałam wydać  pieniądze  drugi raz  na to samo,zamiast przeznaczyć je dla dzieci.W  dodatku zmarnowałam im ferie.Jutro  ten konkurs, nie wiem jak Mateusz  będzie  funkcjonował, wiedzę ma  ogromną,ale problemy z funkcjonowaniem  mogą  wszystko zniszczyć.W  poniedziałek w szkole  będzie lekcja pokazowa  u Mateusza, będzie na niej Dyrekcja.Ja  też  tam będę.Chodzi o ocenę funkcjonowania, nauczania itd.Prócz  Mateusza, będzie    tam  drugi autystyczny chłopiec.Piotruś od lat interesuje się mieczami,robi  je  z długopisów, szczoteczki do zębów, linijki…z  pomocy do pływania na basenie…Zawsze  gdy jesteśmy na Starówce kupuję mu  takie drewniane,ale szybko się psują.Teraz  prosi mnie o taki miecz jaki  widział  w internecie,kosztuje prawie 200zł jest  to świetlna zabawka i Syn bardzo  o niej  marzy.Oglądaliśmy różne inne ale to ten jeden jest marzeniem.Gdy dostanę zasiłki, nie wiem,czy dam radę,ale  zrobię wszystko aby  mu go kupić, problem w  tym,że chłopców kocham równo i  jeśli Piotrek dostanie taki miecz  to Mateusz  też  powinien coś dostać,a to już mnie przerasta finansowo.Marzeniem Mateusza  jest …kot,ale  mammy psa  i na stancji mało miejsca, dlatego nie można go spełnić.Z  tym mieczem,też nic pewnego, bo czeka mnie duży wydatek na ubrania.Kilka  par  spodni dresowych, koszulki, cała  góra  do ubrania, skarpety…Mateusz  nie ma już w czym chodzić do szkoły a,Piotrek  podobnie ma mało rzeczy, które  są dobre, nie robi dziur,ale urósł.Mateusz  nie chce nosić ubrań ze szmateksu, tam można kupić taniej,ale jemu przeszkadza  zapach, nawet  po wypraniu on go wyczuwa, nie mogę prać  w proszkach zapachowych bo jemu to przeszkadza,a bez zapachowy nie likwiduje do końca  zapachu takich rzeczy.To wielka szkoda,dlatego kupienie mu ubrań  nie jest proste.Nawet w sklepie one czasem mają zapach i on ich nie przymierzy.Nie  jest  łatwo  mieć dzieci  z autyzmem,ale  nie znaczy,że  nie  jest  nie możliwie  pokonywanie wszelkich problemów.Czasem  łapię się na tym,że  myślę ,o już teraz wszystko pokonane więc  będzie anielsko się żyło,a tu proszę, nie minie chwila i autyzm chłopców jest jak kubeł lodowatej wody na głowę.Wydaje  się,że  jest  normalnie,ale normalnie nie jest.Przecież  gdyby, chłopcy byli zdrowi,to …nie było by nas teraz  w Toruniu, nikt nie zniszczył by nam mieszkania, ja  zamiast to pisać, była bym w pracy,a  chłopcy  mieli by kolegów, piłkę itd.Niby normalnie,ale nienormalnie…jak  w  bajce o szatach cesarza…wmawiam sobie,że  jest super, na ustach szeroki uśmiech, tylko czemu serce płacze?Niestety dla ludzi  obok nie widać płaczu mojego serca.Mieć niepełnosprawne dziecko, to choć  by w koło zakwitły najpiękniejsze , kwiaty, śpiewały najcudniejsze ptaki i było jak w niebie…serce  matki chorego dziecka zawsze roni łzy,tak bezgłośnie niewidocznie…bo  choroba dziecka to jest  coś czego nie życzy się nikomu.A  gdy ona jest nie uleczalna  tym trudniej z nią żyć.Staram się  na prawdę  walczę:)Jak matka  o swoje dzieci.

Strona 1 z 2312345...Ostatnia »