Kryzys…

Dziś wymieniłam zamek w drzwiach,dziś  jak zwykle  dużo do zrobienia,ale dziś  też mam kryzys całej tej sytuacji.Nie mam tylko na głowie mieszkania,lokatorów itd…ale przede wszystkim autyzm  moich dzieci,a co mogły  by robić zdrowe dzieci w takich warunkach?Na pewno by protestowały chciały wracać…moje dzieci  też protestują,ale krzykiem,waleniem głową,gryzieniem swego ciała…Jak można nie cierpieć patrząc na to?Ktoś  z boku popatrzy normalny chłopiec…ale to tylko pozory.Nawet taka głupia sprawa jak plastikowa łyżka…wywołuje napad szału.Dziś mam kryzys, kryzys po tym co zastałam w mieszkaniu, kryzys ucieczki lokatorów, kryzys sprzątania i dźwigania rzeczy , mebli z  piwnicy na  3 piętro, kryzys zepsutego piecyka  gazowego i  kryzys autyzmu…

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 5.0/5 (1 vote cast)

Tęsknię za szarym ,spokojnym życiem…

Dziś zniosłam nasze rzeczy z piwnicy do mieszkania na  3 piętrze.Nie powiem,że było łatwo,ale brałam tabletki aby znieść ból kręgosłupa i do roboty.Jutro wymieniam zamki w drzwiach.Chłopcy bardzo źle znoszą tę sytuację.Piotruś nie może zrozumieć,czemu nie ma mebli, firanek, czemu nie ma łóżka.Dla mnie samej ta sytuacja nie jest prosta.Jak pomyślę o tych ludziach…staram się tłumaczyć sama sobie,że oni skrzywdzili też siebie  bo  jakie to życie, rok tu,rok tam…Ja mimo obecnych problemów  finansowych mam stabilną sytuację, tu ogarnęłam wszystko a w  Toruniu również.Żałuję,że takie marne wakacje mają chłopcy,ale cóż.Trzeba się cieszyć z tego co jest,walczyć o to by było lepiej w przyszłości.Czas tak szybko ucieka…po powrocie  do Torunia trzeba zająć się wyprawką szkolną  dla chłopców,zrobić przegląd ubrań…rosną tak szybko:).W poniedziałek odbieramy orzeczenie i do autobusu,po drodze kilka przesiadek ale co tam…ważne,że do Torunia.Jest  o wiele lepsze  połączenie pociągiem,z jedną przesiadką,ale niestety nie mam tyle pieniędzy aby kupić tam bilety.Koleżanka  napisała  mi,że dam radę,że nie takie rzeczy zniosłam…ma rację.Dla mnie najważniejsi są chłopcy, gdyby nie to,że ich bardzo kocham,że mi na nich tak bardzo zależy…już dawno bym się poddała.Bez miłości znoszenie tego wszystkiego nie miało by sensu.Jestem jednak bardzo zmęczona tym co się dzieje w naszym życiu i chciała bym już odetchnąć,żeby nasze życie stało się takie szare i zwykłe…

 

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)

Po skończonej pracy…

Wreszcie skończyłam pracę jest  godzina 00:16.Chłopcy śpią  a  ja kolejny dzień doprowadzałam do porządku mieszkanie.Z jednej strony znoszenie rzeczy z piwnicy na 3 p to wysiłek,a z drugiej sposób by nie skupiać się nad beznadziejną sytuacją w jakiej jestem.Marzę  o tej chwili, gdy w Toruniu dostaniemy mieszkanie komunalne i to tutaj będę mogła oddać miastu.Dziś je trzymam, bo innego nie mamy,a stancja w Toruniu  nie jest naszym domem.Chłopcy przeżyli szok, gdy zobaczyli jak wygląda nasze mieszkanie  po wyprowadzce lokatorów,Piotruś dużo płacze,bo  nie może zrozumieć,że  nie  ma jego biurka itd…Rozpromienia się  gdy mówię,że  wracamy do Torunia,ja też na to czekam.Nasz pies na pewno tęskni.Dziś napisałam,że  albo  dam radę,albo upadnę na samo dno…Nie wiem  czy jestem silna,ale wiem,że spotykam słabych ludzi i chyba dlatego jestem sama, gdyż oni nie wytrzymują tego co mnie spotyka.Tylko  nieliczni potrafią  mi towarzyszyć.Ja sama  gdybym miała wybór uciekła bym od swojej codzienności,ale są chłopcy dla nich muszę walczyć,nawet  gdy ktoś , kto idzie obok powie mi ja zawracam….Dziś napracowałam się bardzo, jutro będzie podobnie.Trzeba jeszcze wymienić zamki w drzwiach,a  ja nie  ma tu narzędzi,szukam kogoś kto mi w tym pomoże.To ważna sprawa.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)

Z dna…przepraszam.

Dziś czwartek…mija  tydzień jak tu jesteśmy.W  poniedziałek odbierzemy orzeczenie i wracamy do  Torunia.Gdybym  mogła…chciała bym wymazać cały ten  pobyt tutaj.Wiem,że  nie zawsze można wszystko  wyrazić słowami ,dlatego  nie będę  nawet próbowała.Ktoś  mi powiedział, dziś,że to  moja wina,że jestem sama,  tak,  na pewno  tak, ale  to ,co teraz  przeżywam  strasznie boli i  jest  mi ciężko, napisałam to co czuję.Kiedy  człowiek przeżywa nieszczęście i zwraca  się ku innym z nadzieją ,a oni odwracają twarze, to albo jest  tak silny,że zniesie wszystko sam,albo upadnie na  samo dno , na którym  już nikt  go nie znajdzie.Ja na prawdę  nie chcę  nikomu dokuczać.Przepraszam.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)

Mieć nadzieję…

Dni mijają i niedługo wyjedziemy do Torunia…Nie chciałam tam jechać ze świadomością,że nic nie zrobiłam,bo dla mnie samo sprzątnięcie mieszkania to za mało.Lokatorzy część moich mebli wrzucili do piwnicy, dużo rzeczy mi  zginęło,a to co ocalało trzeba ratować…Więc dziś sama zaczęłam je wnosić do  mieszkania do tej pory  kilka części udało mi się złożyć w całość,ale moje plecy ,,płoną,, z bólu.Raz po raz schodziłam do piwnicy,brałam kilka elementów i wędrowałam z nimi na 3 piętro.Ręce mam zdarte,poobijałam się,kilka razy dostałam dechą po ciele.Wszystko jest w mieszkaniu,jutro będę wnosić rzeczy z piwnicy.To ciężka praca,ale dla mnie najgorsze jest  to,że zostałam z tym zupełnie sama.Właśnie  usiadłam do laptopa,a tu pusto.Nikt nawet nie zapytał, jak się czuję,czy daję radę…Wiem,to moja wina,że zaufałam lokatorom,że chciałam lepszych warunków dla moich chorych dzieci i wyjechałam do Torunia.Może dlatego,że jestem biedna, albo moje dzieci są chore,nie zasługuję na nic dobrego…Moje życie to ciągła walka,a teraz, pewnie z powodu wielkiego zmęczenia, wszystko widzę czarno  i to bardzo czarno.Czy jest sens prosić o pomoc,albo nawet pisać…Czy ktoś pomyśli o  mnie choć przez chwilę…Dziś wykonałam bardzo ciężką pracę sama, bo nie było nikogo,kto by mi pomógł,Dla mnie to stanie się symbolem tego, ile jest warte dla innych życie chłopców,czy moje…Przepraszam,że tak piszę,ale to jest prawda, jestem zupełnie sama,gdybym dziś się nie podniosła  nie podjęła tego wysiłku, to kogo  by to obchodziło…ale się nie poddam,jeśli padnę  to w walce.Tak po ludzku potrzebuję  wparcia, dobrego słowa,ludzkiej życzliwości,ale… gdy nie ma to…nawet kwiatek nie od razu usycha z braku wody…można żyć nadzieją,że przyjdzie taki dzień gdy te koszmarne przeżycia się skończą…że,, woda ,,ugasi pragnienie i przyniesie ukojenie…Tylko czasem tak trudno mieć nadzieję:(

 

DSC_0079DSC_0082 DSC_0078

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)

Proszę o pomoc w mojej trudnej sytuacji po ucieczce lokatorów oszustów.

Ostatnio się poddałam, przerosła mnie sytuacja.Człowiek ma swoją granicę wytrzymałości…okradzione mieszkanie, zniszczone,brudne ściany,długi,chłopcy wariujący.Spanie na ziemi, brak nawet stołu…A potem awaria kręgosłupa,która mnie zawiesiła w pracy.Tylko  usiąść i płakać.Do tego lokatorzy, którzy wszystkiego się wypierają i mebli  i płatności…nawet  listu od prawnika:(Zostałam z tym sama.Zasiłki mniejsze z powodu końca orzeczenia,a tu długów tyle i opłat tyle…Dziś udało mi się troszkę obniżyć czynsz,przez prośbę o zwolnienie z opaty za śmieci  i obniżenie do minimum opłaty za  wodę i ścieki.Muszę wnieść do mieszkania meble, bo zanim lokatorzy się wprowadzili moją meblościankę wstawiłam  do  takiego schowka w piwnicy.Gdyby mi się udało to zrobić , wnosiła bym moje rzeczy  z piwnicy, do  której było włamanie.Sama tego nie zrobię, gdybym miała pieniądze zapłaciłam bym za to  jakimś silnym panom…Wszystkie rzeczy w piwnicy przeszły okropnym smrodem, trzeba je wietrzyć,prać…a już nie wiele czasu mi zostało, ponieważ , 1 sierpnia z rana odbierzemy orzeczenie Piotrusia i w drogę…do Torunia.Myślałam trochę o podnajęciu mieszkania, bo przez lokatorów mam długi,ale się bardzo tego boję.Moja sytuacja jest  bardzo trudna, może ktoś zechce mi pomóc?Ogromnie o to proszę.Mieszkanie  już posprzątałam, zostały do umycia okna,ale zdrowie  mi na razie nie pozwala na to.Muszę kupić zamek do drzwi i poprosić kogoś aby mi go zamontował.Staram się nie poddawać,mówię sobie, już ich  nie ma, już ten koszmar  się skończył,zostały  tylko długi i trudna sytuacja finansowa.Dlatego ośmieliłam się poprosić  o pomoc…

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)

Późnym wieczorem….

Zapalenie płuc,zapalenie nerwu twarzowego,zapalenie ucha…to od maja przeżyłam, teraz kręgosłup.dziś wylądowałam na nocnej i świątecznej pomocy medycznej,bo ból szkieletu uniemożliwiał  mi funkcjonowanie.Na miejscu zastrzyk,leki na receptę i chyba przeżyję, bo w mieszkaniu i przy chłopcach mam mnóstwo pracy.Nie mogę liczyć na to,że ktoś mnie wyręczy.Chłopcy bardzo źle znoszą te spartańskie warunki i bardzo chcą wracać do Torunia,ciągle pytają dziś Toruń,jadę do Torunia…a tłumaczenie nic nie daje.Gdyby choć był telewizor…a tak mamy tylko laptopa, który się szybko przegrzewa i bardzo słaby internet,gdyż lokatorzy, przecięli nawet kabel od internetu,a ja złączyłam go prowizorycznie i lekkie trącenie,sprawia,że tracimy internet.Śpimy na ziemi, na kocach w śpiworach, nie mamy stołu jedno krzesło,firanek w oknach.Udało mi się naprawić piecyk gazowy i jest ciepła woda.Kupiłam też garnek i staram się przygotowywać ciepłe posiłki,ale brakuje lodówki,aby przechowywać żywność.Troszkę wychodzimy na dwór,Piotruś boi się wychodzić,gdyż boi się dzieci, które go wyśmiewały i dokuczały.Nasza sytuacja finansowa jest bardzo trudna, gdyż koniec orzeczenia Piotrusia pozbawił nas większej kwoty zasiłków, zostanie to wyrównane,gdy otrzymamy nowe orzeczenie a co w nim będzie jest dziś tajemnicą,7,8 punkt czy ich brak.Dostanę zasiłki i muszę pokryć opłaty za  to mieszkanie i za mieszkanie w Toruniu, oddać długi,zostawić na podróż,oraz życie.Dlatego nie zostanie nic na to by uatrakcyjnić chłopcom wakacje.Uratował by mnie kolejny podnajem, jednak, jest to bardzo ryzykowna i trudna sprawa.Zdaję sobie sprawę,również,że jeśli tak się nie stanie,to nadal będzie tak ciężko jak obecnie.Nie mam kogo prosić o wsparcie,dlatego najem był by bardzo dobry o ile trafi się na uczciwych ludzi, tylko jak to sprawdzić…Dbam  o chłopców,wszystko robię dla nich,ale chwilami chce mi się płakać tak ogromne to dla mnie obciążenie.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)

Oto jest pytanie…

Strzeliło  mi w  kręgosłupie,nie mogę się schylać zmieniać pozycji.Wstać z podłogi , to masakra.Więc  nie mam jak sprzątać.I tak sobie myślę,mieszkanie zniszczone,meble pokradzione,a ja sercem  w Toruniu.Nie uśmiecha mi się konieczność przyjeżdżania tu i doglądanie  tego mieszkania.W roku  szkolnym  wiązało  by się to z opuszczaniem lekcji   przez chłopców, podróż daleka i kosztowna, a jeszcze opłaty…i to  nie małe bo 950zł miesięcznie.Czy  ja  jestem nienormalna ,że  myślę o kolejnym podnajęciu?Gdybym kiedyś chciała tu wrócić …to i tak trzeba robić remont.Wszystko co cenne mi skradziono, zniszczono…Tylko jak trafić  na uczciwych ludzi…umowa użyczenia zabezpiecza  moje interesy ,kiedyś o tym nie wiedziałam i podpisałam złą,może napisać  ją pod okiem prawnika…ale   nie  wiem…Jeśli   nie podnajmę to będę płacić a te pieniądze przydały  by się chłopcom…Gdy w Toruniu dostanę mieszkanie to to tu oddam miastu, ale do puki nie mam innego to nie chcę zostać bez zabezpieczenia,zawsze mieszkanie nawet najgorsze  to jest poczucie bezpieczeństwa.ci co muszą  tylko wynajmować nie mają poczucia bezpieczeństwa,a  ja mam chore  dzieci i tylko dlatego trzymam to mieszkanie, do czasu gdy dostanę  w Toruniu…za jakieś 10lat…Wynająć, nie wynająć,oto jest pytanie…

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)